Kraj wiecznego słońca – wakacje w Egipcie

Tegoroczne wakacje pokierowały mnie do Egiptu. Może wyrażę się konkretniej, pokierował mnie tam mężczyzna, który bardzo chciał tam pojechać. Nie miałam wyjścia. Pełna obaw związanego z klimatem, kulturą i rdzennymi mieszkańcami postanowiłam pojechać (w końcu musi istnieć jakiś kompromis).

Biuro podróży

W związku z planami swoje pierwsze kroki poczynione przez nas to szukanie odpowiedniego hotelu. Jednak jak wiadomo trzeba również znaleźć biuro podróży. Dostałam od chrzestnej namiary na biuro jej sąsiadki (http://www.bravo-travel.com.pl/). Pani Edyta Tomkiewicz okazała się być bardzo miłą i cierpliwą osobą. Szukała nam ofert, jednak nasza ekipa będąc wymagającym klientem (wyznajemy zasadę dobrze a tanio) szukała odpowiedniego hotelu przez internet. Udało się znaleźliśmy ofertę biura Sun & Fun. Nigdy o nim nie słyszeliśmy więc wykonaliśmy telefon do pani Edyty. Hotel nocąMiała tę samą ofertę wśród swoich. Nie zastanawialiśmy się ani chwili. Hotel Sunny Days El Palacio w Hurghadzie, 14 dni, wylot z Poznania w cenie 2,6tys all inclusive. Pasowało idealnie. Obawy był, tyle się słyszy o różnych problemach z biurem podróży, sam fakt, że nie słyszeliśmy o nim w ogóle. Jeszcze te niezbyt pochlebne opinie w internecie. Jednak wszystko okazało się być fiaskiem. Na lotnisku w Poznaniu okienko zostało otwarte punktualnie wszystkie papiery dostaliśmy bez żadnych problemów. Po wylądowaniu czekał na nas egipski rezydent naszego biura. Wytłumaczył co i jak mamy wypełnić na karteczkach, które należało wypełnić przed uzyskaniem wizy. Po wszystkich formalnościach skierowaliśmy się w stronę autokarów. Nasze biuro miało takie trzy, a przy nich trzech rezydentów w tym jedna Polka. Zapakowaliśmy nasze bagaże i wsiedliśmy. Nasz hotel okazał się być pierwszym, który wysiądzie. Podano nam jeszcze informację o terminie spotkania z rezydentką Olą.
Na spotkaniu poruszano tematy bezpieczeństwa związanego z pobytem (ubezpieczenie itp), poinformowano o możliwości wykupienia sobie wycieczek fakultatywnych (np. do Luksoru).  Rezydentka podała również dane kontaktowe do siebie w razie jakiś problemów.
Postanowiliśmy skorzystać z oferty i wykupiliśmy sobie wycieczkę do Luksoru. Koszt to 85$ dodatkowo do tej ceny można doliczyć jeszcze 5$ za rejs po Nilu, który można było wykupić dodatkowo.
Podczas tej wycieczki był z nami egipski przewodnik i jego asystent. Oboje dość dobrze mówiący po polsku. Jednak chcąc być obiektywną muszę niestety sięgnąć po słowa krytyki. Przewodnik dzień wcześniej był na wycieczce w Kairze dlatego w drodze do i z Luksoru spał. Było widać zmęczenie nawet kiedy oprowadzał nas po świątyni w Karanku. Nagle zniknął nie mówiąc nic oprócz tego gdzie się spotkamy i o której. Podczas zwiedzania spotkaliśmy go siedzącego przy jednym z barów znajdujących się na tym terenie.
Podczas wycieczki mieliśmy zagwarantowany obiad. Niestety okazało się, że dania podane były zimne, a napoje, które można było nabyć drogie. Więc to takie małe uwagi do biura.
Oprócz świątyni w Karnaku zwiedziliśmy również świątynie Hatszepsut, Dolinę Królów (dwa, ambitniejsi odwiedzili trzy grobowce), zobaczyliśmy Kolosy Memnona. Zawieziono nas również do fabryki alabastrów gdzie można było zakupić pamiątki z tego właśnie kamienia (ceny były wysokie mimo targowania się). Więcej informacji o Luksorze umieszczę w osobnym akapicie. Jednak najgorsza była droga do i z Luksoru, a dlaczego to już wyjaśniam. Do autokaru wsiedliśmy o godzinie 4:20 (nasz hotel jako pierwszy) sam dojazd miał zająć jakieś 4 godz., ale nikt nie przewidział, że jeszcze przez 2 godz. będziemy zbierać ludzi z innych hotelów i tak podróż w obie strony trwała po około 6 godzin. Jednak jak na Egipt kierowca i tak jeździł całkiem dobrze (nie było ciągłego używania klaksonów, co tam często się zdarza), klimatyzacja była włączona, ale nieekstremalnie i dało się ją wyłączyć by nie chłodziła naszego miejsca.
Biuro towarzyszyło nam jeszcze tylko w drodze na lotnisko. Wszystko przebiegło bardzo sprawnie, nie było już żadnych długich tras po innych hotelach. Tak więc reasumując w przeciwieństwie klientów polskiego biura wróciliśmy cali, zadowoleni, bez większych problemów.

Przelot

SamolotByliśmy pełni obaw, po ostatnich wydarzeniach związanych z lotami. Dlatego bardzo ucieszyła nas wiadomość o tym, że naszym przewoźnikiem będą linie AMC Airlines, które dysponują  Boeing’ami 737. Sam lot był bardzo przyjemny, na monitorach, na których wcześniej był wyświetlany był filmik instruktażowy, mogliśmy obserwować czas jaki pozostał do lądowania, śledziliśmy drogę jaką przebywamy i jaka nam jeszcze została. Wyświetlana była również szybkość i wysokość lotu. Po mniej więcej połowie lotu otrzymaliśmy posiłek, który składał się z jednego chłodnego i gorącego napoju, babeczki, bułeczek, szynki i żółtego i białego sera. Nic specjalnego, ale szło się najeść. Załoga samolotu była bardzo przyjemna, było czysto i schludnie, tak więc myślę, że linie zasługują na pochwałę. Gorsza jedynie była droga powrotna, gdyż Ci którzy mieli jakiekolwiek obawy mogli poczuć się zaniepokojeni. Przez chmury jakie były nad Polską wpadliśmy w małe turbulencje, a na niebie było widać jak się błyska. Na szczęście wylądowaliśmy bez przygód.

Hotel

Nasz hotelSunny Days El Palacio to jeden z obiektów Sunny Days Hotels & Resorts (http://www.sunnydaysegypt.com). Jest to ogromny hotel, jednak widać było, że panuje tu porządek.
Zanim podeszliśmy do recepcji naszymi bagażami zajęła się już hotelowa obsługa. Zakwaterowanie nie trwało długo. Wypełniliśmy potrzebne papiery i dostaliśmy pokoje. Warto też podkreślić, że jak to już w tych krajach jest wystarczy dać parę dolarów, a ma się ładny pokój w dobrej lokalizacji. Dlatego i my tak zrobiliśmy. Faktycznie zadziałało. Widok na scenę gdzie odbywały się animacje, basen oraz hotelową zatoczkę.IMG_0950
Samo wyposażenie pokojów można ocenić dość dobrze. Była lodówka, telewizor, w którym brakowało polskich kanałów (były tylko dwa). Jak na ilość przebywających tam Polaków mogłoby ta kwestia lepiej wyglądać, ale przecież na wakacje nie jedzie się po to by oglądać telewizję.
Po rozpakowaniu i krótkiej drzemce postanowiliśmy dokładnie obejrzeć jak wygląda nasz hotel. ZatoczkaLokalizacja była przepiękna. Z jednej strony basen a zaraz obok zatoczka Morza Czerwonego, w której przy brzegu „buszowały” małe rybki delikatnie szczypiące turystów, oczywiście było to niegroźne, a ich obecność była tylko przy brzegu. W butach do pływania kąpiele zawsze są bezpieczniejsze dlatego zalecam ich zabranie. Na terenie hotelu również oprócz zatoczki było miejsce gdzie woda przybierała w momencie przypływu, a w momencie kiedy był odpływ można było Basenspokojnie podziwiać bogactwo Morza Czerwonego, czyli rafę. Można było iść spokojnie, nie niszcząc ich, gdyż była przygotowana „ścieżka”, która dawała możliwość swobodnego dostania się na otwarte tonie, w których pływał delfin. Oczywiście jak na Egipt przystało woda była cieplutka mogła mieć nawet około 30 stopni. Plaża i tereny w koło basenu dawały możliwość na wypoczynek na wygodnych leżakach, których zawsze wystarczało. Jedynie ciężko było o miejsce pod parasolem, dlatego amatorów lubiących cień pozostawało jedno wyjście – wczesne wstanie.
Bar przy baseniePrzy basenie był bar, w którym można było sobie wziąć napój (Coca-Cola, Sprite, Fanta) albo drinki takie jak np. rum z colą, czy dżin z tonikiem. Można to było uczynić nawet nie wychodząc z basenu, jednak było to o tyle utrudnione, że liczba miejsc w koło lady była ograniczona i często okupowana.
Przy wyjściu z hotelu na teren basenu znajdował się inny barek gdzie smażono naleśniki i można było zjeść ciastko. Napój też można było sobie wziąć. Ruch był tam szczególnie kiedy codziennie wieczorem odbywały się animacje. Można było usiąść przyRozkład zajęć piwie i pooglądać występy, które najczęściej przedstawiały tańce. W ciągu dnia rozrywka też była dostępna. Animatorzy dbali o to by każdy mógł wybrać coś dla siebie. Był wodny aerobik, kurs tańca, siatkówka (dokładny program animacji umieszczony jest na zdjęciu). Jeżeli ktoś jeszcze sobie życzył mógł skorzystać z siłowni.
Sprawa posiłków wyglądała jak na Egipt dość dobrze. Śniadanie wydawane było od 6:30 do 10:00. Najczęściej podawano omlety, można było wziąć płatki z mlekiem, jajko na twardo, zjeść chleb z serem. Jedzenie dobre jednak na dłuższą metę męczące, bo mogło się znudzić. Obiady (lunch) były wydawane od 13:00 do 15:00. Sprawa wyglądała podobnie jak ze śniadaniami. Częstym daniem był kurczak, indyk, wołowina, makaron pod różnymi postaciami, zupa w stylu polskiego rosołu zwana wegetariańską, ryż oraz ziemniaki, których nie polecam. Z owoców można było zjeść daktyle, pomarańcza, brzoskwinie, melony, arbuzy, każdego dnia coś innego. Były Stołówkarównież ciasta jednak większość z nich w jakimś syropie, a na te dobre trzeba było się szybko decydować, bo bardzo szybko znikały. Kolacje (dinner) podawano od 19:00 do 22:00. Każdego dnia była inna kuchnia, jednak po tygodniu niektórzy z nas mieli dość, bo przyprawy jakich używano przewijały się cały czas. Na kolację można było zjeść chleba z żółtym serem, mięsa różnego typu, ryby, a nawet coś w stylu burito. Ciasto było również dostępne tak jak owoce. Tak jak już mówiłam przez tydzień jedzenie było całkiem przyzwoite po jakimś czasie jednak zupki z paczki przywiezione z kraju okazały się być niezbędne.
AnimacjeOstatnim z poruszonych w tym akapicie jest obsługa hotelu. Myślę, że kelnerzy, barmani, sprzątający, obsługa recepcji itd. byli przyjaźnie nastawieni dla turystów. Jeżeli kobieta była bez mężczyzny mogła liczyć na ogromną ilość adoratorów, szczególnie gdy dziewczyna była blondynką. Warto jednak zaznaczyć, że wszystko można było załatwić, wystarczył tylko uśmiech. Uprzejmość również była atutem obsługi. Na stołówce dość szybko zmieniano nakrycia, donoszono Ozdobytalerzy itp. Sprzątający czasami układali z koców bądź ręczników dekoracje – łabędzie, serduszka co stanowiło ozdobę. Warto również wspomnieć, że wśród obsługi recepcji zatrudniona była Polka, Patrycja, co ułatwiało kontakt w sytuacji problemowej.
Zaznaczę również, że na terenie obiektu można było również kupić sobie deser lodowy lub koktajl, skorzystać z płatnego salonu masażu, czy wykupić wycieczkę fakultatywną np. rejs po Morzu Czerwonym z czego skorzystaliśmy. Za rejs zapłaciliśmy 35$ za osobę i cena obejmowała obiad, wodę mineralną w butelce, oraz coca-colę. Były cztery pływania, jedno po „domu”, w którym „mieszkały” "Dom" delfinówdelfiny, a pozostałe to już nurkowanie przy rafie koralowej. Wycieczka należała do bardzo udanych.
Podobnie sytuacja wyglądała z zakupem pamiątek, czy widokówek. Wszystko bez żadnych problemów można było załatwić w hotelowych sklepikach, gdzie dało się uniknąć problemu związanego z targowaniem się, gdyż ceny były z góry ustalone, co dawało duży komfort.

Hurghada

SklepyO miejscowości, w której byliśmy nie mogę powiedzieć za wiele, bo niemalże wszystko załatwialiśmy na terenie hotelu.
Zacznę może od klimatu, pogody. W dniu naszego przyjazdu wiał od zatoczki wiatr, nie powiem był bardzo przyjemny. Jednak był to tylko jeden taki dzień. Owszem wiał wiaterek, ale nie był już bardzo przyjemny. Temperatura, która była to troszkę ponad 40 stopni. Słońce, słońce i jeszcze raz słońce. Tylko ekstremalni opalali się w samym słoneczku, nawet na trochę nie wchodząc do wody. Ja do takich nie należę, w samym słońcu wytrzymywałam raptem 20 min, a później już tylko kąpiel. Dlatego warto wziąć ze sobą kremy z wysokimi filtrami. Na początek zawsze należy uważać, bo o poparzenia tutaj nietrudno.
Nasze spacery po miejscowości ograniczyły się do wyjścia tuż za hotelową bramę w celu kupienia pamiątek, takich jak ręczniki kąpielowe. W sklepach panowała miła atmosfera, jednak trzeba było być bardzo cierpliwym i odpornym na nalegania by odwiedzić sklep. Jak już wcześniej wspomniałam niełatwo miały panie stanu wolnego, blondynki. Były zaczepiane, ale najczęściej kończyło się na pochwale urody. Jak to już tradycja i obyczaje egipskie nakazują targowanie się było na porządku dziennym, ale dzięki uśmiechowi można było naprawdę zejść z ceny.
Wygląd samego miasta podziwialiśmy przez szybę jadąc do Luksoru. Z jednej strony są tutaj hotele, które „świecą” bogactwem, ale z drugiej strony to ubodzy mieszkańcy, którzy żyją dzięki turystom. Podczas przejazdu zauważyłam grupkę dzieci siedzących przy chodniku, które na widok jadącego autobusu z turystami zaczęły machać.Wyglądało to dokładnie tak jak w filmach podróżniczych, gdzie koło grupy miejscowej ludności przejeżdża ekipa telewizyjna. Wyraźnie było widać, że ścierają się tutaj dwa światy, monopolistów i turystów z miejscową.
Oprócz samych wielkich hoteli pełno niedokończonych budowli, które nie są dokończone z jednego tylko względów mianowicie podatków. Jeżeli budynek nie jest skończony nie jest pobierana za niego opłata podatkowa. Wśród architektury w oczy rzucają się również meczety, w których podczas modlitwy przebywa mnóstwo mężczyzn. Same świątynie to najczęściej piękne budowle, które wyróżniają się spośród szarych domów mieszkalnych.

Luksor

Świątynia w KarnakuJak pewnie większości Luksor kojarzył mi się z miejscem pełnym starożytnych wspomnień. Myślę, że coś w tym jest. Pełno tu symboli starożytnej kultury. Nie sposób jednak zobaczyć wszystkiego. Nie mam tutaj na myśli braku czasu, ale choćby niektóre z grobowców w dolinie królów są otwarte okresowo. Świątynia w Karnaku to jeden z większych śladów pozostawionych przez naszych przodków. Aleja baranówMożna tutaj zobaczyć liczne obeliski, aleję baranów, ale i pomnij skarabeusza, którego obejście 10 razy wkoło  prawdopodobnie sprawia, że spełniają się marzenia. W drodze do świątyni Hatszepsut zobaczyliśmy legendarne Kolosy Memnona. Świątynia natomiast kształtem przypomniała mi świątynie Majów. Jest to potężna, dobrze zachowana budowla, której wejścia strzegą schody, do którychŚwiątynia Hatszepsut dowożą nas meleksem z przyczepką. Zdobywa się ją ciężko, gdyż temperatura w tych rejonach ma około 60 stopni. Moim zdaniem jednak warto. Patrioci znajdą tu polski akcent – tabliczkę z flagą Polski i Egiptu, która informuje o tym, że w „odkrywaniu” tej świątyni pomagali Polacy. Gorsza w zwiedzaniu jest Dolina Królów tam temperatura zdecydowania przekracza 60 stopni. Znajduje się tutaj 61 Dolina Królówgrobowców faraonów. Wszystkie jednak nie są udostępnione turystom lub udostępniane są okresowo.  My zobaczyliśmy dwa grobowce Ramzesów, a część z naszej grupy po długiej drodze schodami udali się zobaczyć jeszcze jeden. Więcej niestety byśmy nie zażyli gdyż o 17:00 cały kompleks zostaje zamknięty (wychodziliśmy równo z policją turystyczną, które strzegło tamtejszego dobytku), a poza tym bilet wstępu przewidywał zwiedzanie tylko trzech.
Wspominając wycieczkę po zabytkach trzeba wspomnieć o handlarzach, których tam nie brakowało. Na każdym kroku próbowali coś wcisnąć, a to jakieś kartki, chusty, alabastrowe skarabeusze. Trzeba było przelatywać niemalże biegiem, bo inaczej nigdy by się stamtąd nie wyszło, a jak już by się chciało coś kupić to trzeba liczyć kupę czasu na licytację cenową. To chyba taki największy minus tej wycieczki, bo człowiek zmęczony zwiedzaniem i upałem idzie do tego autokaru, a tutaj jeszcze grupa nachalnych Egipcjan.Rejs po Nilu
Opiszę jeszcze krótko rejs po Nilu. Rzeka jak rzeka, od razu zaznaczam krokodyli nie było. Płynęliśmy raptem 40 min a już można było zauważyć różnice. Po jednej stronie rzeki dzieci kąpiące się, a obok nich krowa, a po drugiej wielkie luksusowe pływające hotele. A wszystko za sprawą tego, że cumują tutaj ludzie, którzy wykupują sobie kilkudniowe rejsy po Nilu i odwiedzają Kair czy Na ulicachwłaśnie Luksor.
Podczas drogi powrotnej śledziliśmy ulice, które były pełne strażników patrolujących i strzegących bezpieczeństwa. Nie brakowało również miejscowych ludzi, którzy jako środek transportu wykorzystywali osiołki. Jednym słowem znów dwa zupełnie inne światy, ale tym razem starożytne z nowoczesną biedą.

Tak więc tyle o Egipcie. Myślę, że mogę polecić wszystkim wypoczynek w tym kraju, bo mój był udany. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie dopadły mnie „plagi egipskie”, ale to już inna historia, a ten post nie dotyczy moich przygód żołądkowych. Tak więc Ci którzy mają wątpliwości mogą śmiało je porzucić, bo po powrocie ich opinia, gwarantuję, że choć trochę się zmieni.

Więcej zdjęć tutaj: http://picasaweb.google.pl/ilona.ilka/Egipt#

5 thoughts on “Kraj wiecznego słońca – wakacje w Egipcie

  1. Ja chyba wolę polskie klimaty, nie tylko ze wzgledu na kasę, ale na to, że są tu tereny do aktywnej rekreacji. Jeśli nie teraz, to w przyszłym roku coś wiekszego zrobię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.