Kraj wiecznego słońca – wakacje w Egipcie cz. 2

Kolejne wakacje w Egipcie

Wejście do hotelu

W ubiegłoroczne wakacje po raz kolejny wybraliśmy się do Egiptu, jednak tym razem wybraliśmy Sharm el Sheikh (Szarm el-Szejk jak kto woli). Jest to miasto i kurort w południowej części półwyspu Synaj leżące nad brzegiem Morza Czerwonego w tzw. Złotej Zatoce Riwiery Morza Czerwonego, składającej się z wielu mniejszych zatok, w odległości 80 kilometrów na południe od góry Synaj.

Biuro podróży

Tak jak ostatnio (http://ila.lukers.pl/index.php/2009/07/31/kraj-wiecznego-slonca-wakacje-w-egipcie/#more-96) znów skorzystaliśmy z usług biura Bravo Travel i pomocy pani Edyty Tomkiewicz (http://www.bravo-travel.com.pl/). Pomogła ona nie tylko w samej rezerwacji, ale także wyborze hotelu. Wybierając ofertę Sun & Fun postawiliśmy na hotel AA Amwaj (w tej chwili GOVERNOR AMWAJ) wybierając jednak wariant (nieco tańszy) Resort Area. Po raz kolejny nie mam czego się doczepić. Rezydenci bardzo fajni, zawsze pomocni. Co do samych wycieczek fakultatywnych to nam je odradzono (w Hurghadzie w tym samym roku na rejsie po Morzu Czerwonym wykonano mniej snorkelingu, poza tym i tak dopychali ludzi z innych biur), przy czym cena też nie była jakaś atrakcyjna. Poza tym nie mam się czego doczepić (w prawdzie zawsze mało korzystamy z pomocy rezydentów). Z dowozem i odbiorem do/z hotelu również nie było problemu tak więc, co więcej.

Przelot

Z racji upadłości jednego z przewoźników lot obsługiwany był przez Bingo Airways. Godzina odlotu i przylotu uległa zmianie na dwa dni przed odlotem, dlatego warto je monitorować przed odlotem. Co do samego przewoźnika to:

„Zgodnie z Ogólnymi Warunkami Przewozu – każdy pasażer BINGO może bezpłatnie nadać na bagaż jedną walizkę o maksymalnej wadze 20 kg, a na pokład samolotu wnieść bagaż podręczny o maksymalnej wadze 5kg. Na pokładzie naszego samolotu o Państwa wygodę zadba doskonale wyszkolony polski personel pokładowy. Dodatkowo zaoferujemy Państwu szeroką gamę napojów, przekąsek oraz towarów duty free w przystępnych cenach. Płatności za towary przyjmujemy z złotych polskich oraz euro.”

Wszystko się zgadza i niestety nie ma tak dobrze, że dostaniemy coś za darmo w samolocie. Jednak ceny można powiedzieć, że są dość przyzwoite i mamy ten komfort, że możemy płacić w narodowej walucie. Sam lot w obie strony w miłej atmosferze bez większych przebojów i ekscesów.

Hotel

Opinie o wybranym przez nas hotelu były naprawdę bardzo różne. Jednak mnie on „kupił” tym co zobaczyłam na zdjęciach. Poza tym czasem warto zdać sobie sprawę z tego, że po większej części opinie piszą ludzie, którym coś się nie podobało reszta raczej nie ma powodów by „krzyczeć”. AA Amwaj znajduje się w Nabq Bay (Nabk) i jest to „Komfortowy kompleks hotelowy położony przy plaży, w rozległym ogrodzie, w odległości 7 min jazdy od lotniska, 23 km od centrum Naama Bay.”

Przyznam szczerze, że bardziej niż samego hotelu obawiałam się tej tańszej wersji – Resort Area. Nastawienie było takie, że najwyżej będziemy kombinować na miejscu. Jednak takiej potrzeby nie było zupełnie. Jest to budynek oddalony od głównego hotelowego, położony w sąsiedztwie z bungalowami i fakt faktem troszkę trzeba się nachodzić. Sam standard pokoi w żaden sposób nie obiegał od reszty, co więcej nie wiem czy nie było nawet lepiej (część Resort Area jest nowo wybudowana). Jeżeli jednak ktoś zrezygnuje z chodzenia może skorzystać z basenu znajdującego się obok budynku. Niestety problematyczne było tylko to, że nie ma tam bezpośrednio dostępu do napojów, czy przekąsek. Znajdowało się stanowisko, jednak nikt go nie obsługiwał. My sami jakoś wielkiej różnicy nie odczuliśmy. Wychodziliśmy rano, wracaliśmy wieczorem, po czym wychodziliśmy na kolacje. Jak ktoś się nastawi na wypoczynek na słoneczku nie musi się obawiać, że się na spaceruje.

image039

W samym budynku można znaleźć coś a’la lobby i posiedzieć wieczorami (jeżeli ktoś lubi). Moja dobra rada – mały bakszysz w kopertę na recepcji pozwoli na zdobycie lepszego pokoju (lepsze są zawsze te położone nieco wyżej – tak było i w tym przypadku, bo na dole czasami grasowały małe jaszczureczki, które zwabione były przez nieodpowiedzialnych gości hotelowych, wystawiających resztki jedzenia za drzwi pokoju na korytarz – nie były jednak groźne, a raczej bardzo bały się ludzkiego towarzystwa). Jeżeli chodzi o samą czystość to nie było źle. My nie mogliśmy narzekać, bo sprzątacz był tak uprzejmy, że potrafił kilka razy dziennie pytać czy wszystko jest w porządku. W ogóle co do samej obsługi nie mam większych zastrzeżeń. Pełno w Internecie komentarzy, że są mili za dolara – trudno taka kultura i będzie tak wszędzie niezależnie od wyboru miejsca, czy hotelu.

Sam hotel zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Wszędzie piękne tereny, palmy, zieleń, baseny. Właśnie tego typu miejsca lubię. Nie da się ukryć, wszystko jak na zdjęciach. Poza tym prócz lokalnej firmy oferującej m.in. snurking brak większych nawoływań i wciskania.

Co do jedzenia, to jak na Egipt dość dobre. Zawsze się coś wybrało. Może dania się powtarzały, ale dla nas to był plus, bo sprawdzone, a smaczne. Mały wybór jedynie w owocach. Brakowało melonów czy arbuzów. Generalnie bardzo fajna alternatywa zamiast obiadu była przy basenie, gdzie około 15:00 serwowano burgery z frytkami. Plus również za restauracje na plaży, co prawda kilka osób skarżyło się na niestrawności, ale tak do końca nie wiadomo czy po niej (w Egipcie nietrudno o klątwę Faraona, ale sytuacje potrafi uratować stara, sprawdzona orzechówka). Kolejnym plusem są darmowe (na miejscu okazuje się, że tylko raz na tydzień można z niej skorzystać, ale tak naprawdę nikt tego nie weryfikuję więc można korzystać z rozsądkiem ;)) restauracje tematyczne w tym włoska, rybna i BBQ. Ta pierwsza naprawdę bardzo fajna. Można odpocząć od pospolitego jedzenia i zjeść pizzę albo calzone. Co do samych napoi, czy drinków spotkałam się z opiniami o małych kubeczkach, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Zawsze można wziąć swoje i naleją. Sama nie mam przekonania do tych wielokrotnego użycia, mytych przez nich (woda ma inną florę bakteryjną i łatwo o problemy żołądkowe), co innego gdzie bierzemy alkohol, który nam wszystko zdezynfekuje ;).

Jeżeli chodzi o samą rozrywkę to jakoś nie przywiązujemy wagi do animacji, które tu niestety były kiepskie. Nie wiem czy przez to, że był wrzesień, ale generalnie był ich prawie brak. Zachęcanie do gimnastyki na basenie też kiepskie. Rzadko kto się decydował, ale to już indywidualna sprawa ;).

Co do plaży to mam mieszane uczucia. We wrześniu w Egipcie łatwiej o wiatr, dlatego Morze Czerwone jest bardzo wzburzone dlatego bardzo ciężko było nam popływać. Poza tym jest bardzo duża mielizna i tylko poprzez mostek i zejście z jego końca możliwe jest pływanie i obserwacja rafy. Piaseczek fajny, leżaczki drewniane, jednak przy brzegu, gdzie naprawdę na kilka metrów w głąb, ciężko wodą przykryć stopy. Przez to też można spotkać małe krabiki, które buszują sobie w piasku przy wodzie. Nam jednak nie zależy jakoś bardzo na plaży. Jeżeli chodzi o samo pływanie w morzu wolimy wziąć rejs i wypłynąć gdzieś głębiej.

Tak też zrobiliśmy i w ubiegłym roku. Skorzystaliśmy z oferty miejscowej „firmy” i popłynęliśmy. Przyznam szczerze atmosfera bardzo fajna, jedzenie na statku nie takie złe, ale przez wietrzną pogodę naprawdę bujało. Jednak myślę, że warto choćby dla samych widoków czy rafy. Koszt takiej wycieczki to około 30$ od osoby.

Sharm el Sheikh

IMG_5744

Nigdy nie lubiłam Egiptu. Po Hurghadzie jakoś nie miałam chęci żeby tam polecieć, ale z drugiej strony Łukasz zawsze mówił, że w Sharm ludzie są mniej natarczywi. Byłam ciekawa jaka jest różnica. Poza tym cenowo podobała nam się oferta więc zostałam przekonana. Pierwsze wrażenie od razu było lepsze od Hurghady. Na lotnisku spokój, nikt nie wyciąga ręki na każdym kroku po bakszysz nikt nie lata z pamiątkami. Pomyślałam, że faktycznie jest lepiej. Za wiele w tej kwestii się nie zmieniło, bo nawołują, ale jak się ich ignoruje to opuszczają, co w Hurghadzie jest mało realne. Poza tym tam jest ich zaprzestanie na każdym kroku niezależnie gdzie człowiek się ruszy. Mam wrażenie, że to troszkę inny poziom i jeśli chodzi o tą kwestię to na pewno pozytywne zaskoczenie i troszkę zmieniło moje podejście. Nawet samo Naama Bay było na pewno dużo przyjemniejsze do pochodzenia niż każde inne miejsce w Hurghadzie. Warto się przejechać, po kupić pamiątki i trochę się potargować. Ponad to samo centrum handlowe pokazuje Egipt od troszkę innej strony. Osoby, które wcześnie nie były żadnym arabskim kraju takim jak ten, czy Tunezja tego nie odczują, ale ktoś kto trochę tam po podróżował wie o czym mówię. Piękne widoki z wyspą Tiran oraz parkiem Ras Mohammed naprawdę potrafią zrobić wrażenie. A wody Morza Czerwonego, zwłaszcza riwiery mogą okazać się bardzo zaskakujące pod względem fauny i flory. Poza tym nie ma się co zrażać do ciągle uderzających w klakson, czy jeżdżących bez świateł Egipcjan oni i tak chcą żebyśmy nie raz do nich wrócili.

IMG_5709

Poza tym bardzo ważna informacja dla turystów: „Ze względu na polityczne znaczenie turystyki dla gospodarki Egiptu, wszyscy przybywający goście mają obowiązek wykupić wizę turystyczną ważną jeden miesiąc. Mogą to uczynić bezpośrednio na lotnisku (koszt – 15 USD). Jeśli turyści chcą pozostać tylko w mieście lub w miejscowościach Dahab, Nuwajbi, Taba albo zwiedzić górę Synaj nie muszą jej posiadać, wystarczy bezpłatna pieczątka w paszporcie Only Sinai (wiza jest już wymagana, aby zwiedzić pobliski Ras Muhammad).”

Podsumowanie

Wrażenia jeżeli chodzi o cały pobyt pozytywne. Za 2700 zł od osoby we wrześniu z gwarancją pięknej pogody, słońca i kąpieliska rewelacja. Poza tym wiem na pewno, że do Hurghady nie wrócę. Dużo bardziej wolę i cenię sobie atmosferę Sharm el Sheikh. Miejscowi wiedzą tutaj, że ludzie przyjeżdżają by odpocząć, a ich nachalność w europejskich kulturach nie jest mile widziana. Jednak dostosować się troszkę trzeba, w końcu to my jesteśmy gośćmi. Co do hotelu to trochę nie rozumiem negatywnych opinii. My byliśmy naprawdę zadowoleni i pewnie gdyby nie fakt, że lubimy zmiany choćby samych miejsc, brali byśmy go pod uwagę planując kolejne wakacje. Poza tym bardzo jest klimatycznie wieczorem :).  Jeszcze jedno drodzy rodacy – więcej uśmiechu i chociaż słowo THANK YOU! pojawi się w waszym słowniku. To jedno słowo z angielskiego jest rozumiane wszędzie i może nie jednemu sprawić radość. Zwłaszcza gdzie pracuje się za jedzenie i spanie niekoniecznie w komfortowych warunkach. Przecież nawet pracownicy hotelowej obsługi to ludzie i żaden z nich nie chce być traktowany jak popychadło. Jedno słowo a potrafi wiele zdziałać, proszę o tym pamiętać i brać przykład z Niemców, czy Anglików, którzy zawsze idą z uśmiechem na twarzy :). A gdzie w tym roku? Sama nie wiem plany trwają… 😉 W razie wszelkich pytań proszę o pytania w komentarzach lub bezpośrednio na maila chętnie odpowiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.